niedziela, marca 08, 2015

Natural look...

Nie tak miał wyglądać dzisiejszy dzień. Co prawda miałam w planach kupić sobie coś - w końcu mamy Dzień Kobiet, ale nie sądziłam, że trafię właśnie na niego.
Tak długo go szukałam i w końcu... odnalazłam go...


O czym mowa? O nowości o firmy L'oreal. Nude Magique CC cream. To jedna z trzech nowości.


W ofercie są jeszcze dwa - krem do cery zmęczonej oraz dla skóry poszarzałej i bez blasku.
Ja postanowiłam zakupić ten, którego zadaniem jest redukcja zaczerwienień na twarzy. Mam cerę naczynkową, więc uznałam, że będzie najlepszy. Chociaż to nie znaczy, że nie sięgnę po dwa pozostałe.

Co obiecuje producent?


Mówi o tym, że to nie tylko make up i dbanie o naszą skórę. To krem w którym zastosowano innowacyjny system inteligentnych pigmentów w postaci maleńkich kapsułek. To krem, który ma wyglądać na twarzy naturalnie i zarazem zakrywać to czego nie chcemy pokazać światu. 
To zielona emulsja o konsystencji rzadkiego kremu, która ma zredukować zaczerwienienia. 
To krem, który radzi sobie nawet z niedoskonałościami na skórze, nadaje jej świeżości i blasku, zapewnia 24-godzinne nawilżenie skóry, posiada filtr ochrony SPF 20.
L'oreal zachęca nas do kupna pięknie brzmiącym słówkiem "magic"...
Konsystencja z inteligentnymi zielonymi kapsułkami przekształca się po nałożeniu na twarz w lekki podkład. Skóra nie ma uczucia nadmiernego obciążenia a po aplikacji kremu wygląda niezwykle naturalnie. CC cream ma lekkie krycie i co ważne - nie zatyka porów.





Jak na L'oreal przystało - made in France...


Rzut okiem na skład...


Producent jedno a ja... No muszę przyznać z czystym sumieniem, że produkt im się naprawdę udał.
A może to moje wymagania opadły z sił po "ostatnim". Tydzień temu chciałam kupić właśnie coś lżejszego typu BB lub CC. Nabrałam ochoty na jeden z produktów Olay. Wydawałoby się powinien co najmniej zachwycać i powalać jakością. NIESTETY! Dobrze, że nie kupiłam a jedynie przetestowałam próbkę. Dwukrotnie bo myślałam, że skóra nie przyzwyczajona do jakiegoś składnika albo coś w tym stylu. Nic z tych rzeczy. Bo o jakim przyzwyczajeniu mowa jeśli tuż po nałożeniu zaczyna boleć głowa, skóra zaczyna czerwienieć a uczucie jakie temu towarzyszy to jakby jeden wielki ogień od wewnątrz. I to okropne odczucie jest wyczuwalne nawet po porządnym demakijażu. Kiedyś napiszę więcej na temat tego dziwnego produktu...

Ale wróćmy do Francji...

Jak już wspomniałam producent wywiązał się z obietnicy. Krem CC ma lekką, lejącą konsystencję ale nie na tyle aby "uciekała" przy aplikowaniu. Jest koloru zielonego z maleńkimi drobinkami wewnątrz (to te wspomniane inteligentne pigmenty). Kolor zielony zmienia barwę dopiero wówczas, kiedy nakładamy krem na twarz - przeistacza się niczym w pięknego łabędzia w naturalny beżowy kolor, który dopasowuje się do naszej karnacji. 
Krem, dzięki swojej konsystencji, bardzo łatwo się rozprowadza. Producent zapewnił nam w opakowaniu 30 ml tego cudeńka.
Do wyboru mamy jeden odcień. Być może to z tego powodu, że ma on się dopasować do każdej karnacji. Ja mam bardzo jasną no i poradził sobie.
Nie jestem w stanie określić czy podołałby innym odcieniom. Ale mam wrażenie, że tak.


Jakie są plusy tego produktu?

+ zielony kolor pomaga redukować zaczerwienienia na twarzy
+ inteligentne przekształcenie się z wodnistej, zielonej konsystencji w lekki naturalny podkład
+ skóra po aplikacji produktu jest jedwabiście gładka i miła w dotyku
+ delikatny, wręcz niewyczuwalny zapach
+ krem równomiernie się rozprowadza (o ile nie nałożymy go nierówno lub ominiemy część twarzy)
+ nadaje skórze świeżości i blasku
+ wygląda niezwykle naturalnie
+ pomimo uczucia, że kolor jest za ciemny ładnie stapia się z kolorem skóry
+ nie ciemnieje
+ dość dobrze kryje
+ nie podkreśla suchych skórek
+ nie waży się
+ lekka konsystencja
+ współpracuje z pudrem sypkim
+ filtr ochronny SPF 20
+ nie robi na twarzy efektu maski
+ zakrywa cienie pod oczami

Do jedynych wad można zaliczyć:

- ciężko go spotkać (w Polsce chyba jeszcze nie jest osiągalny - przynajmniej nie mogłam go nigdzie znaleźć)
- dla niektórych odstraszającym może być fakt, że jest tylko w jednym odcieniu
- sprzedawany bez opakowania (bez papierowego pudełka)
- cena (ok. 70 zł)

Moja ocena: 4.5 / 5

Tutaj jeszcze kilka zdjęć, którymi udowodnię, że pomimo, że wygląda na ciemny to stapia się ładnie z naturalnym kolorem skóry.

Jeszcze zieleninka...


Lekkie roztarcie...


Rzut okiem kamery...



Wtopienie się...


Poniżej zaprezentuję Wam jeszcze kilka looków jak wygląda twarz po nałożeniu kremu.
Zdjęcia wyszły nieco za jasne ale dzięki wersji "przed" i "po" i tak będziecie w stanie ocenić jakość.

Kilka wersji w różnych ujęciach i z różnymi odcieniami pomadek...






I wersje dla porównania...



Jak widzicie makijaż z serii make up no make up. Tak ostatnio sobie upodobałam. :)
Co myślicie o takim efekcie?
Za mało? Za dużo? A może w sam raz?

Co sądzicie o takich wynalazkach jak krem CC, który Wam zrecenzowałam?
Miałyście?

9 komentarzy:

Dziękuję Ci za zatrzymanie się na moim blogu i przeczytanie posta.
Będę wdzięczna za pozostawiony przez Ciebie komentarz.
Jeśli masz jakieś sugestie z chęcią je poznam.

Drukuj

Copyright © 2016 Malowana słońcem , Blogger