piątek, stycznia 29, 2016

O pewnym wyjątkowym kociaku...

Kto uważnie śledzi bloga ten wie, że zachęcałam do udziału w pewnej akcji.
Wyjątkowej z wyjątkową niespodzianką, którą mógł otrzymać w zasadzie każdy.
Co to była za akcja? Możecie przeczytać i śledzić jej losy TUTAJ.
Książka już zaczęła swoją wędrówkę. Drugą czytelniczką została Mariola.
Teraz kolej na recenzję.
Miała się ukazać już dawno temu ale z pewnych względów mało mnie było na blogu. Mam nadzieję, że teraz to się zmieni.

"Billy. Kot, który ocalił moje dziecko" to książka napisana przez Louise Booth.

Książka, którą trzeba przeczytać z kilku powodów.
Pomijam oczywisty, że warto czytać.
Ale jest to książka, która napawa wiarą w to, że nawet z sytuacji z której wydawać by się mogło nie ma wyjścia można znaleźć drogę. Trzeba tylko chcieć i się nie poddawać. 
Nie słuchać głosów innych ponieważ inni nigdy nie byli i nie będą w naszej sytuacji.
Owszem można i należy wysłuchać, co ludzie mają do powiedzenia.
Ale nikt nie pokieruje naszym życiem lepiej niż my sami.

Książka oparta jest na faktach. Autorką jest mama Frasera. Opisuje ona swoje zmagania z chorobą synka. 
Rodzina Frasera zmagała się od kilku lat z chorobą na jaką cierpi chłopiec. Autyzm. Rodzice próbowali wszystkiego. Bezskutecznie. Wszelkie "złote środki" zawodziły.
Agresywność, napady złości i krzyk to były stałe punkty w domu Boothów.
I pewnie byłoby tak do chwili obecnej gdyby nie pewien kot o imieniu Billy.
Co kot zrobił takiego, że życie całej rodziny zmieniło się nagle i diametralnie?
Ten mały zwierzak zawładnął sercami rodziny Booth.
Ale przede wszystkim wpłynął niezwykle na rozwój małego chłopca.
Kot, który sam wiele wycierpiał wniósł sporo w życie rodziny.
A ta nie ma zahamowań przed nazywaniem całej tej sytuacji "cudem".

Warto przeczytać o takim cudzie. Bo to właśnie jest cud...

 

Losy chłopca można śledzić TUTAJ.

"Człowiek jest jak książka. Większość ludzi widzi tylko naszą okładkę, mniejszość czyta wstęp, wielu wierzy tylko krytykom, nieliczni poznają naszą treść".

Ktoś z Was spotkał się z tą książką?
Zainteresowani?
Odsyłam TUTAJ.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję Ci za zatrzymanie się na moim blogu i przeczytanie posta.
Będę wdzięczna za pozostawiony przez Ciebie komentarz.
Jeśli masz jakieś sugestie z chęcią je poznam.

Drukuj

Copyright © 2016 Malowana słońcem , Blogger