sobota, sierpnia 13, 2016

Po przeczytaniu tego postu spojrzysz na kawę inaczej...

Szwedzi zajmują niepodważalnie pierwsze miejsce w celebrowaniu picia kawy. No może nie pierwsze miejsce ponieważ ustępują Finom ale jednak kiedy jest czas na fikę to wykorzystuję się go tak jak należy - pijąc i jedząc. A co?
A o tym przeczytacie w dalszej części posta...


Przeciętny Szwed pije 2,4 kawy dziennie. Mało? W porównaniu z Finami tak. Podobno Ci są w stanie wypić nawet 4. :)
Dlaczego piszę o kawie?
Ponieważ dzisiaj odwiedziłam stolicę fiki. Alingsås to piękne miasto z niesamowicie ciekawą historią. Nie będę jej przytaczać bo możecie znaleźć informacje w sieci. Chciałabym Was zachęcić do tego poprzez wieeeele zdjęć, które przywiozłam ze sobą.
Miejsce to odkryłam dzięki Szwecjoblog, który z resztą bardzo polecam. Wiele mega ciekawych tematów.
Fika to nie tylko picie kawy. To niemalże obowiązek każdego Szweda (i każdej osoby, która tu przebywa). Chociaż nie - to nie obowiązek. To przyjemność, celebrowania picia tego specyfiku. To możliwość odpoczynku, zatrzymania się na chwilę, porozmawiania z kolegami z pracy, spędzenia czasu z rodziną i znajomymi. To coś, co z całą pewnością powinno być wprowadzone "do obiegu" w Polsce.
Kawie zwykle towarzyszą cynamonowe bułeczki (kanelbullar), które z resztą mają tutaj swój dzień. Tak, tak. Świętuje się dzień tych oto pyszności.
Poniżej przedstawię Wam zdjęcia, które wykonałam dzisiaj w tym pięknym mieście.
Niesamowite miejsce w którym jakby czas się zatrzymał. A może właściwie nie zatrzymał a zachował pozostałości z dawnych czasów. I gna do przodu. Można by wiele pisać. Ale wystarczy tylko tyle...
Ponad 20 tysiące mieszkańców, prawa miejskie od 1619 roku. To tutaj Jonas Alströmer wprowadził i spopularyzował ziemniaki bez których chyba ciężko byłoby sobie teraz wyobrazić życie.
20 kawiarni w samym mieście i ponad 30 w całej gminie.
Dzięki "guided fika tour" dowiedziałam się wiele ciekawych rzeczy, zaglądnęłam do kilku restauracji, poznałam ich historię i posmakowałam kawy i wspaniałych słodkości.
Niesamowita wycieczka.
Już teraz mogę Wam obiecać, że jeszcze tam wrócę.
Przywiozłam całą masę przewodników w postaci broszurek. Nie obejdzie się bez kolejnych wpisów z serii "wycieczki".
Dobra.
Koniec gadania zabieramy się do oglądania.
Przed Wami spora ilość fotografii...
Zaczynamy od stacji w Göteborgu









I jestem na miejscu. Gotowa na podbój miasta. :)



























Miałam nie komentować ale... Ta pani przykuła moją uwagę niesamowitymi brwiami. Chyba użyła do ich "podkreślenia" całej paletki cieni. Wyglądało to gorzej niż strasznie. No ale kto co lubi... :D


























A to niezwykle smaczna lemoniada od lokalnego producenta. Żałuję, że nie zapytałam pani przewodnik gdzie można ją kupić bo smakowała niesamowicie.










































A tutaj prinsesstårta. Tort z marcepanem (zielony) i pyszną masą w środku. Niebo w gębie. ;)






















































 




Jeśli tylko macie okazję to polecam to miejsce.
Miasto ale takie w którym się odpoczywa?
Zdecydowanie tak.
Kafejki na każdym kroku, zieleń, wspaniałe sklepiki, takie z duszą...
Czegóż chcieć więcej aby odpocząć nieco od zgiełku, od ciągłej gonitwy, od codziennych problemów?

Chciałoby się zaśpiewać "wsiąść do pociągu byle jakiego...."
Ale Wy już wiecie, że nie do byle jakiego ale do konkretnego. Tego, który zawiezie Was w miejsce z tych zdjęć.
Mam nadzieję, że podobała Wam się nasza wspólna wycieczka. :)
Jeśli się tam wybieracie to koniecznie z przewodnikiem. Przynajmniej za pierwszym razem. Polecam.

19 komentarzy:

  1. W końcu uchyliłaś rąbka uroków życia tam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przepadam za kawą, ale z ciekawości przeczytałam ten post :))

    OdpowiedzUsuń
  3. wow, ile zdjęć. kocham kawę i nie wyobrażam sobie poranku bez niej.

    OdpowiedzUsuń
  4. 4 kawy dziennie? Nie dałabym chyba rady mimo, że nie działa na mnie specjalnie. Podziwiam ich :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Oj narobiłaś mi smaka na kawę w takim cudownym miejscu. Jako prawdziwa kawoszka (4 kawy dziennie zdarza mi się wypić) muszę tam pojechać ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie 1,a najlepiej 2 dziennie muszą być :P

    OdpowiedzUsuń
  7. A ja tych nie pijacych kawy ale od patrzenia na zdjęcia glodna się zrobiłam;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ciekawe, ze taka Skandynawia slynie z kawy :) nigdy bym na to nie wpadla, bo przeciez to Wlosi sa jej niepisanymi krolami :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja również nie mogę się obyć bez codziennej kawy, więc miło się czytało i oglądało :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Piękne foto :) Miasteczko wyglada na przyjemne i mają takie rowery o jakim marzę dla mnie i dzieci - z wózkiem z przodu :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne miejsce, ale celebracja picia kawy bardziej kojarzy mi się z Włochami i ich malutkimi filiżaneczkami. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Bardzo poszerzyłaś moje horyzonty informując mnie, że Szwedzi mają taką sympatię do kawy i mają taką miejscowość. Chciałabym się aż więcej na ten temat dowiedzieć - dlaczego akurat tam, od kiedy, po co? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Narobiłaś mi ochoty na...kawę! Ciekawe i klimatyczne miejsce, super!

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo ciekawe zdjęcia :) Szczególnie podobają mi się te małe lokalne, klimatyczne kafejki i masa zieleni na każdym kroku :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za zatrzymanie się na moim blogu i przeczytanie posta.
Będę wdzięczna za pozostawiony przez Ciebie komentarz.
Jeśli masz jakieś sugestie z chęcią je poznam.

Drukuj

Copyright © 2016 Malowana słońcem , Blogger