niedziela, października 02, 2016

Nie kupuj kota w worku czyli rzecz o pewnych perfumach...

Która z nas nie lubi otaczać się nutką pięknych perfum. Dobranych specjalnie do nas. Takimi, które sprawiają że czujemy się pewniej i radośniej. Że chce nam się chcieć i osiągać to, co zaplanowałyśmy?
Kupując te perfumy miałam mniej (lub więcej) taki obraz.
Jak to się faktycznie skończyło?
Czytajcie dalej...



Moment de Bonheur to EDP od Yves Rocher. Kupiłam 30 ml i... No nie ma co się oszukiwać. Cieszę się, że nie kupiłam tej większej wersji.
Nie wiem czy jest jeszcze dostępna (być może stacjonarnie) bo w sklepie internetowym już jej nie widzę.
Ale przejdźmy do sedna.
Białe, papierowe opakowanie, prostota i elegancja. Na pudełku zdjęcie kwiatu - prawdopodobnie róży chociaż jakoś bardziej zalatuje mi to na tulipan. (?)
W środku... Ach w środku ta to jest pięknie. Buteleczka (również prosta) ale za to jak piękna. Szkło przechodzi z barwy zielonkawej w fioletową. Robi to niesamowity efekt. Wygląda to genialnie i aż nie mogę się napatrzeć. 

Producent zachęca...

"Zapach kwiatowo - zielono - różany. Niezwykle radosny i świeży. Bądź szczęśliwa i wybierz zapach wyrażający to szczęście. Moment de Bonheur to zapach promienny i optymistyczny, dzięki któremu poczujesz się kobieca, szczęśliwa i pewna siebie. Nuta głowy: zielona, świeża. Nuta serca: kwiatowa, z różą stulistną z Grasse, najwspanialszą z róż. Nuta głębi: drzewna - paczula, cedr".






Twórczynią tego zapachu jest Annick Menardo, która na swoim koncie ma kilka kompozycji znanych marek takich jak Dior, Boss czu Bvlgari.
Zerknijcie poniżej...


Zapach pojawił się na rynku już chwilę temu bo w 2011 roku. I hmmm...
No nie podszedł mi. W pierwszym momencie zauroczyłam się. Jeszcze pozytywne opinie na blogach i przepadłam. Kupiłam. Ale oddam. Oddam w inne ręce bo nie jestem w stanie zużyć tej perfumy.
Zdaję sobie sprawę, że znajdą się wśród Was pasjonatki tego zapachu ale niestety ja do nich nie dołączę.
Niektórzy doszukują się podobieństwa w Chloe z Chloe. Hmmm... No nie wiem...
Ta róża i ta nuta paczuli...
To nie mój typ. Zdecydowanie nie. W pierwszej chwili mocny zapach róży, który aż uderza w nozdrza. Chwilę później zapach łagodnieje by kusić nas delikatnością i przekonuje do siebie, że warto go mieć w swoich zasobach. A po chwili? Zmiana. Zmiana... Ten sam zapach sprawia, że chce się uciec od tych nut zapachowych. Schować przed światem i przed tą śmierdzącą mieszanką.
Chciałam się polubić z tym zapachem ale się nie udało. Niestety. Zapach oddany koleżance. Zobaczymy co ona powie. 
Cena za za 50 ml to 149. Nie pamiętam ile płaciłam za 30 ml ale zdecydowanie mniej.
Reasumując...


Plusy:
+ długo się utrzymuje
+ piękny flakonik
+ wydajny
+ cena

Minusy:
- zapach - chce się przed nim uciec

Ocena:
2 / 5

A co Wy sądzicie o tym zapachu i w ogóle kosmetykach YR?
Warto czy lepiej omijać ich szerokim łukiem?

7 komentarzy:

  1. Dostałam go gratis w sklepie online i nie przypadł mi do gustu. Za to mamie się spodobał;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znam tego zapachu. I jakoś tak się poskładało, że kosmetyków YR od dawna nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  3. Coś czuję, że perfumki mogłyby nie przypaść mi do gustu... :/
    Jeśli możesz kliknij w linki TUTAJ, dzięki :*

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie znam go, ale ogólnie nie podeszły mi kosmetyki YR

    OdpowiedzUsuń
  5. Miałam od nich dwie perfumy. Jedna beznadziejna - oddałam za darmo. Druga piękna, ale w połowie opakowania zaczęła się nudzić. Jak dotarłam do końca to już nie chciałam kolejnej sztuki ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem pod wrażeniem, nigdy opisy kosmetyków mnie zbytnio nie interesowały, ale to jest ciekawie napisane.

    Śmieszne pytanie: po co globus w bocznej kolumnie? :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję Ci za zatrzymanie się na moim blogu i przeczytanie posta.
Będę wdzięczna za pozostawiony przez Ciebie komentarz.
Jeśli masz jakieś sugestie z chęcią je poznam.

Drukuj

Copyright © 2016 Malowana słońcem , Blogger