piątek, czerwca 02, 2017

Ile dasz by mieć piękną cerę?

Dzisiaj zapraszam Was na post (jeden z trzech) o pielęgnacji kosmetykami firmy GlySkinCare.
Mamy weekend stąd też pomysł serii postów. Miały się one ukazać już dawno temu i w zasadzie wszystko było prawie gotowe ale jak zwykle - doba ma tylko 24 godziny. Nie dałam rady.
Dzisiaj nadrobimy zaległości.
Zachęcam do dalszej lektury. 


Pod lupę postanowiłam wziąć, jako pierwszą, emulsję pilingującą na noc. Będzie ostro. Wierzcie mi.
Ale czy wato? Sami oceńcie.

GlySkinCare to amerykańska firma farmaceutyczna. Ma ona w swojej ofercie m.in. emulsje do nocnego złuszczania - 5% i 10%.
Ja, odważna, postawiłam na wyższe stężenie.
Emulsja pilingująca (oryginalne nazewnictwo z opakowania) przeznaczona jest do skóry normalnej i tłustej. Jestem posiadaczką normalnej. Chociaż ponoć nikt nie ma cery normalnej a już mieszaną (w jakiś sposób) - tak.

Emulsja zawiera kwas glikolowy o stężeniu 10%. Jest to seria Lotion Lite 10 a produkt o którym mowa jest przeznaczony do pielęgnacji nocnej.
Kosmetyk dostaniemy w kartonowym opakowaniu. Zarówno kartonik jak i plastikowa butelka jest utrzymana we fioletowej barwie. Całkiem ładnie. Na opakowaniu szereg informacji jak kosmetyk działa, jak powinno się go aplikować.
Buteleczka (plastikowa) całkiem solidna i w zasadzie nie do zdarcia. Mogę jedynie, i muszę, przyczepić się do pompki. Tutaj zawartość nam wyskakuje. A prawdę mówiąc ucieka przy każdym naciśnięciu. A mamy co wyciskać bo to aż 100 ml. Aż ponieważ wydajność jest mega.
Kosmetyk ma wręcz niewyczuwalną woń. Jest ona lekko kwaśna. Ma rzadką konsystencję. 
Zaleca się jego stosowanie na wiosnę i jesienią. Lato może się okazać dla nas zgubne. Słońce i aplikacja produktów może, niestety, wywołać podrażnienia i efekt odwrotny do zamierzonego. 
Sugeruję stosować preparat na oczyszczoną twarz. Na początek warto rozpocząć przygodę z 5% zawartością kwasu glikolowego. 10% może nas nieco przestraszyć. Przyznam, że na początku szczypanie było dla mnie za mocne i miałam ochotę kosmetyk wyrzucić do kosza. Dobrze, że tego nie zrobiłam. ;)
Warto też, przed nakładaniem, zrobić próbę uczuleniową. Polega ona na nałożeniu preparatu na około 2 godziny i zmyciu. Jeśli po około dobie nie pojawią się podrażnienia możemy śmiało smarować dalej. :)
Zdecydowanie nie polecam aplikacji na cerę skaleczoną bądź też na uszkodzoną w jakiś inny sposób. Zrobimy sobie w ten sposób tylko krzywdę. A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi.
Systematyczność w używaniu specyfiku zaowocuje w postaci gładkiej, miękkiej i wygładzonej skóry. Ale podkreślam - systematyczność drogie panie.













Plusy:
+ usuwa martwy naskórek 
+ reguluje wydzielanie serum
+ ułatwia przenikanie składników aktywnych, zawartych w kosmetykach, w głąb skóry
+ wydajny
+ wyrównuje koloryt skóry
+ delikatnie rozjaśnia przebarwienia
+ dłuższe stosowanie to gładkość, promienna i rozświetlona
+ przebadany dermatologicznie


Minusy:
- może powodować uczucie mrowienia
- możliwe pojawienie się zaczerwienienia na skórze
- na początku może się pojawić wysyp krostek (ale to "normalne" przy kwasie glikolowym
- cena (nawet 77 zł)
- trochę kiczowata pompka

Ocena:
4 / 5


Decydując się na ten produkt należy pamiętać aby zabezpieczyć naszą skórę kremem o wysokim filtrze. To rano. A wieczorem? Szalej duszo... ;)
Kosmetyk możecie zakupić TUTAJ. Mają oni w swojej ofercie całkiem sporo ciekawych artykułów.  

Ja póki co uciekam spać a Was pozostawiam z pytaniem - ile Ty wydałabyś na pielęgnację swojej skóry?

16 komentarzy:

  1. Nigdy nie słyszałam o tej firmie.
    Chętnie wypróbuję, ale zdecydowanie 5% wersję przy mojej wrażliwej cerze :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm, czasami warto wydać nieco więcej, ale na pewno nie przekroczyć trzech cyferek ;-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię peellingi, może wypróbuję :) Pozdrawiam i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że warto. :)
      Z pewnością zaglądnę. Już widziałam same ciekawe artykuły u Ciebie. :)

      Usuń
  4. Bardzo lubię ich kosmetyki, warte swojej ceny. Używałam z tej serii fioletowej piankę nawilżająca do mycia twarzy, ale peelingu nie miałam.

    OdpowiedzUsuń
  5. Systematyczność to słowo klucz. U mnie z nią bardzo kiepsko i mam wrażenie, że większość pieniędzy wydanych na fikuśne kosmetyki to u mnie wyrzucanie ich w błoto... Jedynie ten sam od lat krem na noc trzyma moją skórę przy życiu ;-(

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeżeli podrażnia skórę, zaczerwienienie I krostki, jak dla mnie odpada :/. Mam bardzo delikatną skórę, I dużo rzeczy mnie uczula.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to musisz uważać. Ale trzeba szukać. A może masz jakiś must have, który mogłabyś polecić?:)

      Usuń
  7. Ciekawy produkt nie słyszałam o nim wcześniej, będę go miała na uwadze

    OdpowiedzUsuń
  8. Odpowiedzi
    1. Uważam, że od czasu do czasu można "zaszaleć" jeśli wiemy, że coś jest skuteczne. :)

      Usuń

Dziękuję Ci za zatrzymanie się na moim blogu i przeczytanie posta.
Będę wdzięczna za pozostawiony przez Ciebie komentarz.
Jeśli masz jakieś sugestie z chęcią je poznam.

Drukuj

Copyright © 2016 Malowana słońcem , Blogger